Strona główna Blog Strona 23

Aplikacja do ratowania jedzenia przed wyrzuceniem zdobywa coraz więcej zwolenników. W ten sam sposób można także ratować kwiaty czy kosmetyki

– Rozmawiamy z wieloma producentami różnych biznesów: zaczęliśmy od ratowania jedzenia, ale widzimy, że coraz więcej zasobów jest spisanych na straty. Dlatego zaczęliśmy ratować również kwiaty, które więdną w kwiaciarniach, a wciąż mogą udekorować czyjś salon, jedzenie dla zwierząt czy kosmetyki z drogerii, które też mają określoną datę przydatności – mówi Mateusz Kowalczyk, współzałożyciel i prezes start-upu Foodsi. Podstawowym celem aplikacji wciąż jest jednak przeciwdziałanie marnowaniu żywności. Łączy w tym celu sklepy i restauracje mające nadwyżki jedzenia, z użytkownikami, którzy chcą je kupić w promocyjnej cenie. Liczba uratowanych paczek sięga już miliona, a twórcy aplikacji przygotowują się powoli do zagranicznej ekspansji. 

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podaje, że każdego roku na świecie marnuje się ok. 1,3 mld t żywności, która wciąż nadaje się do spożycia. Natomiast w Polsce – jak pokazuje ubiegłoroczny raport NIK i przytaczane w nim dane – każdego roku na śmietnik trafia prawie 5 mln t jedzenia, czyli średnio 150 kg w każdej sekundzie. Najwięcej (ok. 60 proc.) stanowi żywność z gospodarstw domowych. Badania prowadzone w ramach „Programu racjonalizacji strat i ograniczania marnotrawstwa żywności” (PROM) pokazały, że Polacy najczęściej wyrzucają jedzenie z powodu jego zepsucia albo przeoczenia daty ważności. Jednak więcej niż co czwarty konsument przyznał, że zdarza mu się wyrzucać jedzenie, ponieważ przygotował jego zbyt dużą ilość.

– Skala marnowania żywności jest zbyt duża. Około 1/3 tego, co produkujemy, co trafia do sklepów, lokali i na nasze stoły, ostatecznie ląduje w śmietniku – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Kowalczyk, współzałożyciel i prezes Foodsi.

Z wyliczeń NIK wynika, że istotny udział w skali problemu mają jednak nie tylko konsumenci. Nieco ponad 31 proc. marnowanej w Polsce żywności pochodzi z przetwórstwa i produkcji rolniczej, 7 proc. – ze sklepów i sektora handlu, a blisko 1,3 proc. – z gastronomii. I choć procentowo wydaje się to relatywnie niewiele, to z badań przeprowadzonych w ramach PROM wynika, że w samym tylko sektorze handlu co roku marnuje się 337 tys. t jedzenia. Tylko niewielką jego część udaje się zagospodarować: w 2020 roku w ramach ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności organizacje pozarządowe dostały od sprzedawców w sumie nieco ponad 18,5 tys. t produktów spożywczych, które niemal w całości przekazały potrzebującym (dane GIOŚ). To zaledwie ok. 5,5 proc. żywności marnowanej w handlu i ok. 0,4 proc. całej żywności marnowanej w Polsce.

– Foodsi adresuje problem marnowania żywności, staramy się sprawić, żeby jedzenie przestało marnować się w tak dużej skali. Ale też staramy się również wpływać na świadomość naszych odbiorców, edukować ich, pokazując wagę problemu i to, jak mu zapobiegać – mówi prezes start-upu. – Kwestia marnowania żywności jest nam bliska. Obserwowaliśmy ten problem, pracując w gastronomii w czasach studenckich. Później dodatkowo się dokształciliśmy, co też otworzyło nam oczy na to zjawisko i finalnie doprowadziło do stworzenia projektu, który na początku był dla zabawy, a potem przerodził się w szybko rozwijający się biznes.

Foodsi to polski start-up w duchu zero waste, który powstał w 2019 roku. Rozwija aplikację umożliwiającą spożytkowanie nadwyżek jedzenia, które każdego dnia powstają w restauracjach, piekarniach, sklepach i punktach gastronomicznych. Jej użytkownicy mogą kupić takie produkty, płacąc za nie minimum 50 proc. taniej. Dzięki temu w niskiej cenie zyskują wciąż pełnowartościowe produkty żywnościowe lub gotowe dania, których punkty gastronomiczne następnego dnia już nie będą mogły sprzedać. Dla przedsiębiorców to dodatkowe źródło przychodów i oszczędność kosztów związanych z utylizacją produktów. Finalnie znacznie mniej jedzenia trafia na śmietnik.

 Zainteresowanie po stronie sklepów i restauracji jest coraz większe, ponieważ edukacja rynku postępuje. Na początku, kiedy startowaliśmy, wyglądało to trochę inaczej. Wtedy nasi potencjalni partnerzy czuli się wręcz obrażeni tym, że sugerujemy, iż u nich się coś wyrzuca. Natomiast w tej chwili jesteśmy coraz popularniejszym narzędziem – mówi współzałożyciel Foodsi. – Udało nam się uratować już bardzo dużo jedzenia. Nasze lokale partnerskie chętnie korzystają z aplikacji. Niebawem przekroczymy milion uratowanych paczek żywnościowych, co zajęło nam dwa lata pracy, ale myślę, że kolejny milion zamknie się w kilka miesięcy.

Jak wskazuje, liczba użytkowników aplikacji mobilnej Foodsi sukcesywnie rośnie. To głównie mieszkańcy dużych miast, bo na nich skupia się działalność start-upu, ale niebawem się to zmieni.

– Będziemy docierać również do mniejszych miejscowości, które też mają na swojej mapie piekarnie, kawiarnie, restauracje czy sklepy, w których istnieje problem marnowania żywności – zapowiada Mateusz Kowalczyk. – W ostatnim czasie trochę inaczej spoglądamy na rynek. Rozmawiamy z wieloma producentami różnych biznesów, bo widzimy, że coraz więcej zasobów jest spisanych na straty. Dlatego zaczęliśmy ratować również kwiaty, które więdną w kwiaciarniach, a wciąż mogą udekorować czyjś salon, jedzenie dla zwierząt czy kosmetyki z różnych drogerii, które też mają określoną datę przydatności.

Niedawno start-up pozyskał 6 mln zł finansowania, które zapewniły m.in. fundusze CofounderZone i Satus Starter oraz inwestorzy prywatni – w tym założyciele Pyszne.pl. Zastrzyk finansowania ma pomóc w dalszym rozwoju aplikacji, pozyskiwaniu nowych lokali i zwiększeniu dotarcia w Polsce, a także przygotowaniu do zagranicznej ekspansji.

– Plany na dalszy rozwój to przede wszystkim docieranie do coraz większej liczby miejsc, które ratują jedzenie, jak i użytkowników, którzy będą je ratować. Chcemy to robić coraz szerzej, docierać do większej liczby mniejszych miast, a w dalszej kolejności na kolejne rynki – zapowiada współzałożyciel Foodsi.

Odpady z energetyki mogą wracać do obiegu. Nowe centrum badawcze PGE zbada ponowne wykorzystanie popiołów, żużli czy łopat wiatrakowych

W elektrowniach i elektrociepłowniach należących do Grupy PGE tylko w 2020 roku zostało wytworzonych w sumie 4,33 mln t popiołów, żużli i gipsów z instalacji odsiarczania spalin. Zamiast skończyć jako odpad, mogą być z powodzeniem przetworzone na pełnowartościowe produkty i wykorzystane np. w budownictwie czy górnictwie. PGE właśnie otworzyła w Bełchatowie ośrodek badawczy, który – zgodnie z ideą gospodarki obiegu zamkniętego – ma opracowywać i wdrażać metody ponownego zagospodarowania odpadów poprzemysłowych z energetyki i surowców z wyeksploatowanych instalacji OZE. – To pierwsze tego typu centrum w Polsce – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. 

 Gospodarka obiegu zamkniętego ma na celu zagospodarowanie ubocznych produktów spalania i produktów OZE, które już nie będą eksploatowane, żeby nadać im drugie życie, przywrócić do obiegu – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski. – Dzięki temu, że zwrócimy do obiegu coś, co już raz zostało w energetyce wykorzystane, zaoszczędzimy emisję gazów cieplarnianych.

Uboczne produkty spalania (UPS) są efektem produkcji energii elektrycznej i ciepła w jednostkach wytwórczych wykorzystujących paliwa kopalne. Zamiast skończyć jako odpad, mogą być z powodzeniem przetworzone na pełnowartościowe produkty handlowe. Zagospodarowanie UPS – zgodnie z ideą gospodarki obiegu zamkniętego – to bardzo ważny element działalności Grupy PGE, która 16 grudnia otworzyła w Bełchatowie swoje Centrum Badań i Rozwoju Gospodarki Obiegu Zamkniętego.

– Centrum będzie pełniło rolę bardzo nowoczesnego laboratorium, w którym będziemy badać, jak można wykorzystać uboczne produkty spalania i elementy już nieużytkowane, czyli np. łopaty ze śmigieł wiatraków lądowych bądź morskich, jak odzyskać metale szlachetne czy surowce i powtórnie użyć ich w gospodarce – mówi prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

– To unikalne miejsce w skali kraju ze względu na połączenie wszystkich funkcji, które są konieczne do tego, abyśmy odzyskiwali surowce w ramach gospodarki obiegu zamkniętego: począwszy od laboratoriów, czyli od pierwszego stadium w badaniu materiałów, przez pracownie technologiczne, przez kontrole produkcji, aż po dalszy rozwój, weryfikację jakości tych produktów – wyjaśnia Lech Sekyra, prezes zarządu PGE Ekoserwis.

W ramach Centrum GOZ funkcjonują już Dział Badań i Rozwoju (Sekcja Recyklingu i Odzysku Surowców oraz Sekcja Technologii Produkcji), Dział Laboratoriów i Dział Zakładowej Kontroli Produkcji. Inwestycja, którą zrealizowała spółka PGE Ekoserwis, ma stanowić ważny ośrodek rozwoju innowacji i współpracować również z innymi ośrodkami naukowymi.

– W najbliższym okresie planujemy zatrudnić kilkudziesięciu naukowców i laborantów, którzy będą opracowywali nowe receptury i technologie dla produktów powstałych z żużli, popiołów czy gipsu, który powstaje przy odsiarczaniu spalin w naszych instalacjach produkujących energię elektryczną – mówi Wojciech Dąbrowski.

Co roku w elektrowniach i elektrociepłowniach należących do Grupy PGE powstaje kilka milionów ton takich odpadów.

– Jednym z przykładów są materiały budowlane na bazie gipsu syntetycznego – obecnie w Polsce ok. 90 proc. produkcji wyrobów gipsowych odbywa się właśnie na bazie gipsu syntetycznego produkowanego w elektrowniach. Innym przykładem są również spoiwa drogowe, podbudowy pod drogi. Większość autostrad i dróg budowanych w Polsce wykorzystuje takie surowce antropogeniczne, wytworzone wcześniej w innych dziedzinach – mówi Lech Sekyra.

Wykorzystanie UPS-ów przynosi wymierne korzyści dla środowiska, ponieważ odpady nie są składowane, za to z powodzeniem zastępują surowce naturalne (np. gips naturalny, kruszywo), ograniczając tym samym ich wydobycie i emisje, które temu towarzyszą. Co istotne, wykorzystanie takich produktów obniża też koszt wielu krajowych inwestycji jak np. budowy dróg, autostrad, nasypów kolejowych czy portów lotniczych.

– To wpływa na ekonomię projektów, ponieważ jeśli raz wytworzony produkt można ponownie wykorzystać, to on jest po prostu tańszy w eksploatacji – mówi Wojciech Dąbrowski.

Strategia Grupy PGE zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej najpóźniej do 2050 roku. Ważnym elementem realizacji tego planu jest właśnie wdrożenie GOZ we wszystkich obszarach jej działalności. Za realizację związanych z tym zadań odpowiada spółka PGE Ekoserwis, która zagospodarowuje rocznie blisko 7 mln t odpadów i produktów ubocznych z energetyki.

– PGE Ekoserwis już w tej chwili wdraża ponad 200 pełnowartościowych i bezpiecznych produktów bazujących na ubocznych produktach spalania, które są dedykowane różnym branżom: od budownictwa infrastrukturalnego i mieszkaniowego po górnictwo czy rolnictwo – mówi prezes zarządu spółki.

W górnictwie UPS-y służą do zabezpieczania wyrobisk, są również wykorzystywane przy rekultywacji oraz makroniwelacji terenów poprzemysłowych i zdegradowanych, przywracając wielu terenom dawne walory krajobrazowe i przyrodnicze.

– W Bełchatowie i na Śląsku materiały powstające jako uboczne produkty spalania są wzorcowo wykorzystywane do tego, aby przeprowadzać procesy rekultywacyjne i przywracać do użytku te tereny, które zostały zdegradowane wcześniejszą działalnością gospodarczą – wyjaśnia Lech Sekyra. – Przykładem może być Góra Kamieńska i to, w jaki sposób odpady z wydobycia zostały wykorzystane w celu zagospodarowania tego terenu, stworzenia nowego ekosystemu i przestrzeni rekreacyjnej dla mieszkańców.

Jak podkreśla prezes PGE, lokalizacja nowej inwestycji w Bełchatowie jest nieprzypadkowa i stanowi kolejny dowód zaangażowania Grupy PGE w transformację tego regionu.

 W przyszłości elektrownia w Bełchatowie nie będzie już produkowała energii w oparciu o węgiel brunatny. To nastąpi wprawdzie dopiero za kilkanaście lat, ale musimy już dzisiaj myśleć o przyszłości. Dlatego w ubiegłym roku powołaliśmy Centrum Rozwoju Kompetencji, w którym nasi pracownicy są kształceni i zdobywają nowe zawody przyszłości na czas, kiedy węgiel nie będzie już w tym regionie wydobywany. Z kolei Centrum Badań i Rozwoju GOZ ma na celu właśnie zoptymalizowanie, ulepszenie możliwości wykorzystywania ubocznych produktów powstających przy produkcji energii elektrycznej powtórnie w gospodarce. Zapewni też w regionie Bełchatowa nowe miejsca pracy – mówi Wojciech Dąbrowski. 

Kryzys skłania firmy do inwestowania w OZE i inteligentne systemy energetyczne. Dla 80 proc. z nich to nieuchronny kierunek zmian

Niemal połowa małych i średnich przedsiębiorców uważa, że ostatnie podwyżki cen energii były dla nich dotkliwe. Niemal tyle samo planuje u siebie wdrożenie rozwiązań z zakresu inteligentnej transformacji energetycznej, licząc, że pomogą im one obniżyć koszty energii – wynika z badań przeprowadzonych przez Fundację Digital Poland i Schneider Electric. Tym, co przedsiębiorców powstrzymuje przed inwestycjami w tzw. Elektryczność 4.0, są koszty początkowe oraz pozorny brak wsparcia ze strony państwa. Eksperci radzą, by finansowania szukać w programach unijnych. Na początku przyszłego roku prawdopodobnie rozpocznie się nabór wniosków w dwóch takich programach. 

 Przedsiębiorców zarówno w Polsce, Europie, jak i na całym świecie przede wszystkim dotyka koszt energii oraz jej dostępność. Co więcej, wszyscy ci, którzy korzystają z energii tradycyjnej, kopalnych źródeł energii, mają również problem w zakresie tzw. niezależności energetycznej albo dostępności źródeł. Na to nakłada się wszystko to, co jest związane ze zmianami klimatu i wymaganiami zrównoważonego rozwoju – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na klaster Europy Środkowo-Wschodniej.

Z raportu Fundacji Digital Poland i Schneider Electric „Elektryczność 4.0. Tańsza, czystsza i stabilniejsza energia dla polskich przedsiębiorstw” wynika, że 89 proc. MŚP określa podwyżki cen energii jako co najmniej dotkliwe, a 49 proc. – jako dotkliwe lub bardzo dotkliwe. Najbardziej odczuwa je sektor produkcyjny (58 proc.). Co więcej, tylko jedna trzecia badanych firm przyznała, że w ciągu ostatniego roku nie zmagała się z przerwą w dostawach prądu.

 Wszyscy ci, którzy korzystają z energii tradycyjnej, z kopalnych źródeł energii, mają również problem w zakresie tzw. niezależności energetycznej albo dostępności źródeł. Ponad 70 proc. badanych przedsiębiorców doświadczyło przerw w dostawie energii, a prawie 40 proc. uważa, że te przerwy zdarzały się wielokrotnie – mówi Jacek Łukaszewski.

Zdaniem ekspertów te bolączki firm przyspieszą wdrażanie przez nie inteligentnej elektryfikacji opartej na odnawialnych źródłach oraz systemach monitorowania i optymalizacji zużycia energii. Bez tzw. Elektryczności 4.0 trudno będzie przedsiębiorcom zapewnić tanią i pewną energię, a to może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej decydować o konkurencyjności na rynku.

– Elektryczność 4.0 jest odpowiedzią na trend dotyczący zrównoważonego rozwoju: odchodzenia od tradycyjnych źródeł energii i przechodzenia na tzw. odnawialne źródła energii poprzez elektryfikację całych sektorów gospodarki, takich jak transport – tutaj mamy samochody elektryczne – czy ogrzewnictwo, gdzie widzimy pompy ciepła – wyjaśnia prezes Schneider Electric na klaster Europy Środkowo-Wschodniej. – Piękno wdrażania Elektryczności 4.0 jest takie, że te wszystkie korzyści przychodzą w pakiecie. Nieważne, czy ktoś realizuje inwestycje, kierując się chęcią obniżenia kosztu, czy ktoś wdraża inwestycje, chcąc wypełnić zobowiązania węglowe, prawie zawsze w pakiecie dostaje zarówno obniżenie śladu węglowego, obniżkę kosztów, jak i podniesienie niezawodności, niezależności i elastyczności własnej sieci energetycznej.

Firmy zdają sobie sprawę z tych korzyści – prawie połowa wskazuje, że Elektryczność 4.0 wpływa na obniżenie kosztów energii elektrycznej, a 42 proc. utożsamia ją z pozytywnym wpływem na środowisko i ochroną klimatu. Mimo tego wciąż niewiele przedsiębiorstw decyduje się na takie inwestycje. 37 proc. uczestników badania zadeklarowało, że korzysta z OZE, ale jednocześnie tylko 18 proc. ma takie instalacje w swoich firmach. Z cyfrowego, inteligentnego monitoringu parametrów korzysta zaledwie 12 proc. MŚP, ale blisko połowa chciałaby wdrożyć go u siebie.

– Podczas badania firmy wskazały trzy główne bariery związane z wdrażaniem rozwiązań Elektryczności 4.0. Pierwsza, najważniejsza, to wysokie koszty – aż 47 proc. firm zwróciło na to uwagę. Kolejną barierą jest brak finansowania ze strony państwa – 34 proc. firm zwróciło na to uwagę. I ostatnią barierą są wysokie wymogi formalne, głównie dotkliwe dla firm z sektora produkcyjnego. Na to wskazało 29 proc. badanych firm – mówi Wojciech Świątek, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric Polska.

Mimo barier aż 80 proc. przedsiębiorców uważa, że inteligentna transformacja energetyczna to nieuchronny kierunek zmian. Tego typu inwestycje mogą być wspierane przez dostępne instrumenty finansowania, których powinno przybywać.

– Środki inwestycyjne są dostępne dla wszystkich rodzajów firm. Przede wszystkim są to środki z puli własnej, które firma może wykorzystać. Są to kredyty, pożyczki czy np. białe certyfikaty. W obecnym czasie szczególną uwagę chciałbym zwrócić na dostępność programów z Funduszy Europejskich, przygotowanych przez rząd. Niektóre są już dostępne, niektóre są przygotowywane i będą dostępne na początku przyszłego roku – zapowiada Wojciech Świątek.

W ramach Funduszu Europejskiego dla Nowoczesnej Gospodarki na wsparcie przedsiębiorstw ma być przeznaczone 7,9 mld euro, z czego dla małych i średnich przedsiębiorstw zabezpieczono 2,8 mld euro. Nabór wniosków będzie prowadzony w pierwszym kwartale przyszłego roku. Z kolei 24,2 mld euro zostanie przeznaczone na realizację programu Funduszy Europejskich na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko (FEnIKS). Program na początku października otrzymał decyzję wykonawczą Komisji Europejskiej. Prawdopodobnie w pierwszym półroczu przyszłego roku rozpocznie się nabór wniosków w tym programie.

Finansowy zastrzyk dla początkujących start-upów może otwierać drogę do ich szybkiego rozwoju. Milionowe przychody są możliwe do osiągnięcia w ciągu kilku lat

0

Brak kapitału na rozwój działalności uniemożliwia realizację innowacyjnych pomysłów biznesowych. To jeden z głównych powodów, dla których wiele startujących firm nie jest w stanie przetrwać pierwszego roku działalności. Unijne dofinansowanie przekazywane poprzez programy inkubacyjne lub programy wsparcia mniej rozwiniętych regionów kraju pozwalają młodym biznesom przejść przez najtrudniejszy początkowy okres działalności. Przykładem są Platformy Startowe finansowane z Programu Polska Wschodnia. Wielu start-upom takie wsparcie otwiera drogę do szybkiego rozwoju, co skutkuje tym, że w ciągu zaledwie kilku lat są w stanie pozyskiwać milionowe przychody. W nowej unijnej perspektywie także zaplanowane są pieniądze na taką pomoc. Pierwsze konkursy ruszą w II kwartale 2023 roku.

Z „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 2022” Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że w 2020 roku powstało i rozpoczęło działalność 240 tys. przedsiębiorstw, a do 2021 roku aktywnych na rynku było tylko 160 tys. z nich. Jednocześnie sytuacja finansowa start-upów z roku na rok się poprawia – wskazuje cykliczny raport Fundacji Startup Poland. Według danych z 2021 roku blisko 60 proc. badanych firm zwiększyło swoje przychody rok do roku. W I półroczu ubiegłego roku 14 proc. start-upów osiągało przychody rzędu 200 tys.–1 mln zł, a 8 proc. – powyżej 1 mln zł. Najnowsza edycja raportu wskazuje, że w tym roku zdecydowana większość start-upów notuje wyższe wpływy niż przed rokiem (40 proc. nieco lepsze, a 20 proc. znacznie większe). Tylko 7 proc. odnotowało spadek przychodów.

Raport „Polskie Startupy 2022” pokazuje także istotną rolę finansowania zewnętrznego. Blisko 30 proc. korzysta z krajowych funduszy VC, 22 proc. – ze wsparcia aniołów biznesu. Taki sam odsetek wskazał na finansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, a 18 proc. – na inwestycje prowadzone przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

 Rozwój start-upów ze wsparciem finansowym jest dużo szybszy, dużo łatwiejszy, prostszy do zaplanowania. Na pewno wiele start-upów, praktycznie większość, które znam, zaczynało właśnie wraz z funduszami unijnymi. To rozwiązanie, które pomagało w szybki sposób wprowadzić produkt w życie, zaplanować poszczególne etapy i finalnie wytworzyć produkt, o którym się marzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Konopko, członek zarządu firmy Prognosis.

– Jeżeli się nie ma własnego kapitału w odpowiednim wymiarze, takie wsparcie dla start-upów jest kluczowe, ponieważ pozwala nabrać spółce rozpędu, pozwala na zakup podstawowego wyposażenia, podstawowych elementów, które wpłyną później na rozwój – mówi Jakub Kocój, prezes i właściciel Cadway-Automotive.

Oba te start-upy skorzystały z programu Platformy Startowe dla nowych pomysłów, które PARP od 2015 roku realizowała w ramach Programu Polska Wschodnia (POPW). Zadaniem Platform jest wsparcie start-upów w rozwoju ich pomysłów: dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem i z powodzeniem angażują w powstawanie nowych spółek na terenie województw lubelskiego, podkarpackiego, podlaskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego. Dzięki temu wsparciu założono 1600 spółek, a 1500 ukończyło program inkubacji. Firmy, które pomyślnie zrealizowały projekt w ramach Platform Startowych i były gotowe do wejścia na rynek z produktem, mogły się ubiegać nawet o 1 mln zł na rozwój swojego biznesu w ramach konkursu „Rozwój start-upów w Polsce Wschodniej”.

Obie spółki są też dowodem na to, że odpowiedni zastrzyk finansowy na początku działalności może rozpędzić biznes tak, że w ciągu kilku najbliższych lat osiągnie on milionowe przychody. Spółka Prognosis otrzymała blisko 800 tys. zł z Funduszy Europejskich Programu Polska Wschodnia na wdrożenie modelu biznesowego oraz innowacyjnego systemu na rynek krajowy i zagraniczny, a w 2020 roku jej przychody ze sprzedaży sięgnęły 1,7 mln zł. Z kolei firma Cadway-Automotive otrzymała ok. 777 tys. zł dofinansowania z POPW na utworzenie innowacyjnego w skali kraju biura konstrukcyjnego dla branży motoryzacyjnej. W 2021 roku osiągnęła 5,5 mln zł przychodów ze sprzedaży.

– Wsparcie z Funduszy Europejskich na pewno pomogło nam zaplanować pracę, podzielić poszczególne role między członków zespołu, przypisać poszczególne zadania w czasie i oczekiwać konkretnych efektów w zamkniętym harmonogramie projektowym. Pozwoliło to na szybkie przejście z prac rozwojowych do sprzedaży produktu i zakończenia okresu testowego, co przełożyło się na wzrost przychodów, bo wraz z zakończeniem projektu mieliśmy gotowy produkt do wdrożenia u klientów końcowych – mówi Joanna Konopko.

Prognosis prowadzi kompleksowy system do optymalizacji kosztów dystrybucji energii, zarządzania kosztami i polityką energetyczną przedsiębiorstw. Stworzone przez firmę urządzenie Prognosis Mini Box pozwala na odczytanie z licznika energii wszystkich parametrów, określenie profili energetycznych, optymalizację parametrów i opracowanie dokładnych rekomendacji dla każdego klienta. Spółka powstała w 2016 roku jako jeden z pięciu start-upów zakwalifikowanych do programu Platformy Startowe dla Nowych Pomysłów Hub of Talents, inkubowanych w Parku Naukowo-Technologicznym Polska–Wschód w Suwałkach. Dziś ma ponad 300 klientów w całej Polsce.

– Z Funduszy Europejskich zakupiliśmy licencję oprogramowania niezbędnego do projektowania samochodów oraz hardware, czyli sprzęt, komputery, monitory, dyski twarde, drukarki. Rozbudowaliśmy zespół. Dzięki Platformom Startowym zyskaliśmy renomę i dzięki temu firma zaczęła się szybciej rozwijać, zaczęliśmy pozyskiwać nowe projekty i zdobyliśmy pozycję na rynku – mówi właściciel Cadway-Automotive.

Firma zajmuje się projektowaniem elementów pojazdów samochodowych na bazie lekkich materiałów kompozytowych: nadwozi, wnętrz i podwozi oraz integracją napędów elektrycznych i baterii trakcyjnych.

– W pierwszym etapie, gdy jeszcze byliśmy na etapie inkubacyjnym, otrzymaliśmy bardzo dużo wsparcia merytorycznego z zakresu prowadzenia działalności gospodarczej, obsługi podatkowej, prezentacji, co pozwoliło na przeskoczenie tego etapu inwestycji trochę łagodniej i przejście od razu do płynnego działania – dodaje Jakub Kocój.

Inny przykład „milionowego start-upu”, który prężnie się rozwija dzięki dofinansowaniu z POPW, to Plantalux z podlubelskiej Konopnicy. Firma obsługuje przede wszystkim wielkopowierzchniowe szklarnie, w których konieczne jest doświetlanie upraw, by mogły one funkcjonować przez cały rok, oraz dynamicznie rozwijający się sektor indoor farmingu, nie tylko w postaci farm wertykalnych, ale szerzej całego przemysłu upraw w środowisku ściśle kontrolowanym, bez dostępu do światła słonecznego.

– Efekty wsparcia, które uzyskaliśmy, są bardzo wymierne – mówi Rafał Lachowski, współzałożyciel firmy Plantalux. – Branża, w której operujemy, jest bardzo kapitałochłonna i wymaga wiele czasu na prowadzenie badań. Gdyby nie Platformy Startowe, nie byłoby nas stać na stworzenie biznesu, w którym działamy. Stworzyliśmy własne centrum badań i rozwoju do uprawy roślin w systemie indoor, czyli bez dostępu światła zewnętrznego, oraz posiadamy własne, w pełni wyposażone laboratorium fotometryczne, gdzie możemy badać każdy aspekt oświetlenia przed wprowadzeniem go na rynek. Rozbudowujemy nasz zakład produkcyjny tak, aby sprostać coraz większym zamówieniom, czy to z Polski, krajów Azji, czy Ameryki Południowej.

Firma otrzymała ponad 793 tys. zł dofinansowania z Funduszy Europejskich. Projekt miał na celu rozpoczęcie produkcji oraz wprowadzenie na rynek opraw oświetleniowych przeznaczonych do doświetlania roślin (warzyw, owoców, kwiatów) w szklarniach. Zakładał także stworzenie aplikacji do sterowania oświetleniem, zintegrowanej z zewnętrznymi czujnikami (temperatury, wilgotności, nasłonecznienia oraz dwutlenku węgla) w jeden spójny system. W 2020 roku spółka osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości niemal 7,5 mln zł.

– W moim odczuciu jest wystarczająco duże wsparcie dla start-upów oraz firm technologicznych, które są we wczesnej fazie rozwoju. My korzystaliśmy z programów od samego założenia firmy, były to Platformy Startowe w Polsce Wschodniej, ale korzystaliśmy również z programów PARP-u na ekspansję zagraniczną – mówi Rafał Lachowski.

W zatwierdzonych przez Komisję Europejską programach w perspektywie unijnej na lata 2021–2027 wsparcie dla start-upów w ramach Platform Startowych będzie kontynuowane (program Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej). Konkurs ruszy w II kwartale 2023 roku. Program będzie obejmował wsparcie w pracach nad rozwojem pomysłu biznesowego, w tym: testowanie i weryfikowanie pomysłów aż do przygotowania odpowiedniego modelu biznesowego. Przedsiębiorstwa gotowe do wejścia na rynek z nowym produktem będą mogły uzyskać wsparcie na rozwój swojej działalności w makroregionie.