Strona główna Blog Strona 91

Rynek telekomunikacyjny broni się przed dużymi zmianami. Operatorzy chcą uniknąć wielomilionowych strat [DEPESZA]

Branża telekomunikacyjna jest zaniepokojona kształtem nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, nad którą pracuje rząd. Chodzi o zapisy dotyczące uznawania firm technologicznych za dostawców wysokiego ryzyka. Kryteria są tak sformułowane, że mogą wykluczać dostawców z Azji. Operatorzy telekomunikacyjni, którzy korzystają z ich sprzętu lub usług, mogą być zmuszeni do wycofania przynajmniej części z nich w ciągu kilku lat, co pociągnie za sobą wielomiliardowe straty. Straty poniosą nie tylko duże, ale i mniejsze podmioty – wskazuje Krajowa Izba Komunikacji Ethernetowej (KIKE), zrzeszająca małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych.

Nad nowelizacją ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) rząd pracuje już od ponad roku. W połowie października KPRM opublikował trzecią wersję projektu, który został już skierowany do Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych.

– Nowa odsłona projektu nie uwzględniła praktycznie żadnych propozycji zmian, jakie sformułowała KIKE przy poprzednich konsultacjach. Dlatego trudno powiedzieć, że zostały w niej uwzględnione oczekiwania małych i średnich operatorów. Nadal identyfikowane są poważne ryzyka dotyczące wycofania z rynku sprzętu chińskich producentów, z których korzysta większość członków KIKE – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Bazański, ekspert Grupy Roboczej ds. Kontaktów z Administracją Publiczną w Krajowej Izbie Komunikacji Ethernetowej, radca prawny z Kancelarii itB Legal.

Według rządowych propozycji przepisów opublikowanych w połowie października nowy organ – kolegium ds. cyberbezpieczeństwa – będzie mógł nadać firmie technologicznej status dostawcy wysokiego ryzyka. Taka decyzja zapadnie po analizie szeregu kryteriów, wśród których znalazły się także kryteria narodowościowe. Oceniane będzie m.in. prawdopodobieństwo, z jakim dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod kontrolą państwa spoza terytorium Unii Europejskiej lub NATO. Eksperci podkreślają, że może to uderzyć w chińskie korporacje, m.in. firmę Huawei, która jest jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury dla 5G.

Firmy, które na tej podstawie zostaną uznane za dostawców wysokiego ryzyka, będą de facto wykluczone z polskiego rynku, z ograniczoną możliwością odwołania. Ponadto operatorzy telekomunikacyjni, którzy korzystają z ich sprzętu lub usług, będą zmuszeni wycofać je w ciągu pięciu–siedmiu lat.

– Podkreślenia wymaga fakt, że obowiązkowi wycofania będą podlegały produkty, usługi i procesy ICT wskazane w decyzji ministra właściwego do spraw informatyzacji, a więc nie wszystkie produkty, usługi i procesy ICT oferowane przez dostawcę wysokiego ryzyka – wyjaśniono w uzasadnieniu nowelizacji ustawy.

W raporcie „Prawne i ekonomiczne skutki ograniczenia konkurencji wśród dostawców sprzętu sieciowego 5G w Polsce” analitycy Audytela i Dentons oszacowali, że wykluczenie z polskiego rynku chińskich dostawców sprzętu sieciowego wygeneruje straty po stronie operatorów telekomunikacyjnych. Sięgną one od 13,4 do 14,9 mld zł. Drugim skutkiem może być ograniczenie konkurencji, a co za tym idzie, także wzrost cen sprzętu dostarczanego przez pozostałych graczy na rynku. To zaś oznaczałoby, że operatorzy poniosą większe koszty w związku z dalszym rozwojem sieci. Analitycy szacują ten koszt na 3,5 mld zł.

Straty poniosą jednak nie tylko duże podmioty działające na rynku, na co wskazuje raport Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej, zrzeszającej małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych. KIKE przy okazji publikacji pierwszej wersji ustawy przeprowadziła badanie sprawdzające, jaki sprzęt przeważa w działalności tych podmiotów oraz jaki jest szacowany koszt ewentualnej wymiany urządzeń od producentów, którzy pochodzą spoza Unii i USA (jeden z istotniejszych producentów sprzętu elektronicznego spośród krajów członkowskich NATO).

– Z opublikowanego przez KIKE raportu, który pokazuje skalę wykorzystania elementów sieciowych z państw zza Wielkiego Muru, wynika, że ziszczenie się czarnych scenariuszy może finalnie doprowadzić do konieczności wymiany sprzętu przez małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych. To z kolei będzie wiązać się z nieprzewidzianymi, wysokimi wydatkami – mówi Łukasz Bazański.

W badaniu wzięło udział 57 przedsiębiorców z segmentu małych i średnich firm telekomunikacyjnych. Raport pokazuje, że 100 proc. z nich korzysta ze sprzętu producenta, który ma swoją siedzibę poza Unią Europejską lub USA. Co istotne, taki sprzęt średnio stanowi 80,79 proc. ogólnie wykorzystywanego sprzętu w działalności operatorów. Prawie połowa z nich (47 proc.) korzysta z urządzeń chińskiego Huaweia, ale wśród popularnych dostawców są też koreański Dasan, pochodzące z Chin TP-Link i ZTE oraz tajwańskie D-Link i ZyXEL. Oszacowany przez małych i średnich operatorów koszt wymiany takiego sprzętu wyniósłby co najmniej 161,8 mln zł, a średnio 2,99 mln zł dla pojedynczej spółki.

– Nie ma żadnych uzasadnionych powodów, aby sądzić, że sprzęt chińskich dostawców jest bardziej lub mniej narażony na ataki czy też mógłby takie ataki generować. To może dotknąć każdego producenta towaru lub usługi. Dlatego ważne jest wprowadzanie odpowiednich wymagań i zabezpieczeń na poziomie sprzętu – niezależnie od tego, kto go wyprodukował. Bez stygmatyzowania konkretnych producentów i dostawców tylko dlatego, że geograficznie pochodzą z Azji – podkreśla ekspert GARP KIKE. 

KIKE zgłosiła cały szereg zastrzeżeń już do poprzedniej wersji noweli ustawy o KSC, wskazując m.in., że nie uwzględnia ona ekonomiczno-gospodarczych skutków, jakie będą się wiązać z wprowadzeniem nowych przepisów. Według izby ich konsekwencje dla małych i średnich operatorów będą wręcz dramatyczne. Uwagi KIKE nie zostały jednak uwzględnione w pracach nad kolejnymi wersjami noweli. Podobnie jak zastrzeżenia innych organizacji branżowych, ekspertów, prawników i podmiotów z rynku telko, którzy w sumie zgłosili do projektowanej regulacji ponad 750 uwag. Nowa wersja, opublikowana w połowie października, uwzględnia je w niewielkim stopniu.

– Kolejna odsłona projektu niczego nie zmienia. Ryzyka dla małych i średnich operatorów istnieją nadal – mówi Łukasz Bazański, wskazując, że projekt noweli ustawy o KSC powinien trafić do ponownych konsultacji publicznych.

Źródło: innowacje.newseria.pl

Wykluczenie Huaweia z polskiego rynku może wywołać ostrą reakcję Chin. Łańcuchy dostaw dla fabryk będą zagrożone [DEPESZA]

– To będzie jeden z najważniejszych papierków lakmusowych polskich intencji w stosunku do Chin – mówi prof. Bogdan Góralczyk z Centrum Europejskiego UW, oceniając prace nad nowelizacją ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Projekt, który w ocenie rynku telekomunikacyjnego stał się narzędziem politycznych rozgrywek, zawiera zapisy pozwalające wykluczyć z polskiego rynku firmy technologiczne na podstawie kryteriów narodowościowych. W ocenie ekspertów są one wprost wymierzone w chiński koncern technologiczny Huawei, a ich uchwalenie może zaszkodzić polskim relacjom gospodarczym z Państwem Środka.

 Chińczycy mogą nam poprzecinać kanały dostaw. Jak to wygląda, można zaobserwować już na rynku amerykańskim, gdzie te łańcuchy dostaw zostały pozrywane i Amerykanie nie mają chociażby możliwości montowania samochodów czy innego sprzętu, bo chińscy poddostawcy przestali dostarczać komponenty. To samo może stać się w Polsce, więc konsekwencje byłyby poważne – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Bogdan Góralczyk, profesor UW, wykładowca Centrum Europejskiego UW, politolog, ekspert ds. relacji z Chinami. – Chiny potrafią bardzo ostro i agresywnie wręcz reagować w obronie swoich interesów i tego bym się spodziewał w przypadku Huaweia.

Chiny są dla Polski drugim (po Niemczech) największym partnerem handlowym. Według danych GUS w 2020 roku miały 14,4-proc. udział w polskim imporcie, wart przeszło 146,5 mld zł. Z kolei udział Chin w polskim eksporcie był wart 13,2 mld zł. Wymiana handlowa z Państwem Środka w ubiegłym roku wzrosła, nawet pomimo pandemii. Uchwalenie przepisów, które uderzą w chińskich dostawców sprzętu i oprogramowania, może nią jednak zachwiać.

Chodzi o procedowaną nowelizację przepisów o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która zdaniem ekspertów może być wymierzona w chińskie koncerny działające w Polsce. Wątpliwości ekspertów rynku budzą kryteria nadawania dostawcom technologii statusu wysokiego ryzyka. Wśród nich znalazły się bowiem kryteria nietechniczne, narodowościowe. To m.in. ocena prawdopodobieństwa, że dany dostawca znajduje się pod kontrolą państwa spoza UE i NATO, na ile państwo ingeruje w daną firmę. Również sam koncern obawia się takiego scenariusza.

– Trzeba też zaznaczyć, że Huawei wcale nie jest jedyną chińską firmą na naszym rynku, więc nie ma tu jakiegoś monopolu. Bardzo dobrze sprawuje się też np. obecny w Polsce koncern Xiaomi, więc powstaje pytanie, czy to będzie dotyczyć tylko jednej firmy, czy całego chińskiego sprzętu hi-tech – mówi wykładowca Centrum Europejskiego UW. – Problem w tym, że Huawei i jego 5G jest w tej chwili według specjalistów najlepsze, a konkurencja ze strony Ericssona czy Nokii nie jest tej samej rangi. Czyli Chińczycy dostarczają nam nie tylko tani sprzęt, ale na dodatek najlepiej spełniający kryteria i wymogi techniczne.

Jak wskazuje rząd w uzasadnieniu nowego projektu, o takim statusie firmy technologicznej decydować ma kolegium ds. cyberbezpieczeństwa, a postępowanie w tej sprawie będzie prowadzić minister właściwy do spraw informatyzacji. Zapewnia także, że pod uwagę mają być brane zarówno aspekty techniczne, jak i pozatechniczne, mające wpływ na bezpieczeństwo narodowe. Ocena profili ryzyka dostawców jest jednym z narzędzi uzgodnionych przez państwa członkowskie Unii Europejskiej, Komisję Europejską i ENISA w 5G Toolbox.

– W mojej opinii kluczowe dla Polski będzie nie tylko nasze ustawodawstwo, ale też to, jak do zagadnień związanych z Huaweiem podejdzie nowa administracja w Niemczech i nowy kanclerz, ktokolwiek nim będzie. Jeżeli Niemcy próbowaliby usuwać Huaweia ze swojego rynku, czego nie przewiduję, to wtedy Polska w zasadzie nie ma wyjścia, bez względu na swoje ustawodawstwo, bo oba rynki są silnie powiązane. Jeżeli natomiast Niemcy podejmą odwrotną decyzję, to w Polsce powinniśmy się nad tym prawnie i politycznie zastanowić – mówi ekspert ds. relacji z Chinami.

W ocenie części ekspertów nowela ustawy o KSC stała się narzędziem politycznych rozgrywek, a w tle są m.in. napięte relacje między Chinami i USA. Stany Zjednoczone już od dawna oskarżają Huaweia o niejawne związki z rządem w Pekinie i potencjalne wykorzystywanie sprzedawanego sprzętu w celach wywiadowczych. W obawie przed globalną dominacją Chin w obszarze technologii teleinformatycznych administracja Donalda Trumpa zainicjowała z zeszłym roku program Clean Network, który miał wyeliminować chińskich producentów z rynku ICT i budowy 5G.

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych zauważa, że w przyszłości USA mogą uzależniać swoją współpracę z sojusznikami od stopnia nasycenia ich gospodarek i infrastruktury chińskimi technologiami. Z kolei Polska we wrześniu ub.r. podpisała ze Stanami deklarację o współpracy w zakresie bezpieczeństwa przy wdrażaniu technologii 5G.

– Kwestie 5G i w ogóle wysokich technologii stały się kością niezgody między Chinami i Stanami Zjednoczonymi, a poniekąd całym Zachodem – mówi dr hab. Bogdan Góralczyk.

Jego zdaniem wpisanie się w amerykańską kampanię wymierzoną w firmy technologiczne z Chin może mocno zaszkodzić polskim relacjom gospodarczym z Państwem Środka.

– To będzie jeden z najważniejszych papierków lakmusowych polskich intencji w stosunku do Chin – mówi profesor Centrum Europejskiego UW. – Były czynione przygotowania do wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach, które teraz są w zasadzie zamknięte ze względu na pandemię. Jednak nie wiem, czy jeżeli w przyszłym roku prezydent by tam pojechał, to czy nie będzie już za późno.

Źródło: innowacje.newseria.pl

Rektor Uczelni Łazarskiego: Ustawa o cyberbezpieczeństwie wymaga ponownych konsultacji. Wątpliwości budzi zgodność z prawem części przepisów

– W tym projekcie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa pojawiły się całkowicie nowe przepisy, dotyczące choćby spółki pod nazwą Polskie 5G czy funduszu celowego na rzecz strategicznej sieci bezpieczeństwa. Dlatego potrzebne są ponowne konsultacje – ocenia prof. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego. Jak podkreśla, już przy poprzednich wersjach nowelizacji były zgłaszane liczne uwagi z rynku, ale zostały one uwzględnione tylko w niewielkim stopniu. Aktualna wersja projektu nadal zawiera więc szereg wad prawnych i jest wątpliwa pod kątem zgodności z międzynarodowym, unijnym, a nawet polskim prawem.

 13 października została opublikowana kolejna wersja projektu noweli ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Rynek telekomunikacyjny wiązał z nią duże nadzieje, związane z licznymi uwagami i propozycjami konkretnych zmian, które były zgłaszane do poprzedniej wersji. Niestety tylko nieliczne uwagi sformułowane przez branżę telekomunikacyjną zostały uwzględnione – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski.

Nad nowelizacją ustawy o KSC rząd pracuje już od ponad roku. Jej pierwsza wersja została opublikowana we wrześniu ub.r. przez ówczesne Ministerstwo Cyfryzacji, a przedsiębiorstwa z rynku telekomunikacyjnego, eksperci i organizacje branżowe zgłosiły do niej wówczas ponad 750 uwag. Tydzień temu odpowiedzialny za cyfryzację KPRM przedstawił już trzecią wersję tej noweli, która tylko w marginalnym stopniu uwzględnia uwagi z rynku. Mimo to projekt został już skierowany na Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych. 

– Analizując kolejne wersje, można dostrzec ewolucję tej noweli – z projektu, który początkowo regulował kwestie związane z cyberbezpieczeństwem, do aktu prawnego, który w tej chwili przewiduje tworzenie nowych operatorów telekomunikacyjnych i spółek, które mają nimi zarządzać, oraz zasady rozdysponowywania częstotliwości. Te kwestie są bardzo ważne dla branży telekomunikacyjnej, ponieważ będą bezpośrednio wpływać na konkurencję na tym rynku – mówi ekspert.

Projekt noweli ustawy o KSC zawiera m.in. pomysł powołania państwowego operatora telekomunikacyjnego. Ma on działać jako spółka Skarbu Państwa i dostarczać instytucjom publicznym (takim jak m.in. KPRM, Kancelaria Sejmu czy Prezydenta RP, wojsko i Policja) usługi telekomunikacyjne na potrzeby realizacji celów związanych z obronnością, bezpieczeństwem i porządkiem publicznym. Państwowy operator będzie działać w ramach częstotliwości zapewnionych mu przez prezesa UKE i korzystać z infrastruktury operatorów komercyjnych. Ci natomiast będą zobowiązani udostępnić mu swoje zasoby.

 W tym projekcie pojawiły się też całkowicie nowe przepisy dotyczące choćby spółki pod nazwą Polskie 5G czy funduszu celowego na rzecz strategicznej sieci bezpieczeństwa. Dlatego potrzebne są ponowne konsultacje. Przypomnę, że zgodnie z obowiązującym prawem w przypadku wprowadzenia „istotnych zmian” do projektu publiczne konsultacje powinny zostać przeprowadzone. I to nie tylko dlatego, że wymagają tego przepisy regulujące tryb pracy nad aktami społecznymi. Przede wszystkim możliwość wypowiedzenia się co do ich treści powinni mieć najbardziej zainteresowani, czyli w tym przypadku przedsiębiorcy telekomunikacyjni, dostawcy, producenci i izby zrzeszające, a także sami konsumenci – podkreśla rektor Uczelni Łazarskiego i radca prawny w kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

W trakcie poprzednich konsultacji na wady prawne konstruowanych rozwiązań wskazywało też Rządowe Centrum Legislacji. Zastrzeżenia ekspertów i branży budziła m.in. prawidłowość konstrukcji prawnej postępowania w sprawie uznania firmy technologicznej za dostawcę wysokiego ryzyka.

 Niestety tylko część uwag w tym zakresie została uwzględniona, a obecna wersja projektu wprowadza kolejne odstępstwa od podstawowych zasad postępowania administracyjnego – mówi prof. Maciej Rogalski.

Firmy uznane za dostawców wysokiego ryzyka nie będą mieć de facto żadnej możliwości reakcji na decyzję kolegium. Projekt nie przewiduje bowiem narzędzi prawnych, które dawałyby im realną możliwość odwołania od tej decyzji czy nawet uzyskania jej uzasadnienia.

 W toku postępowania została wyłączona możliwość wnoszenia środków zaskarżenia na istotne czynności, jak choćby na opinię Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Wyłączona jest jawność postępowania, a decyzji o wykluczeniu dostawcy z rynku nadawany jest rygor natychmiastowej wykonalności, którego uchylić nie może nawet sąd. Nie sprzyja to realizacji zasad rzetelnego postępowania i gwarantowania jego stronie ochrony praw. Te przepisy powinny być zmienione – ocenia radca prawny.

Kwestia tzw. dostawców wysokiego ryzyka jest jedną z największych kontrowersji w projektowanej nowelizacji. Zakłada ona, że dostawców infrastruktury dla sieci 5G w Polsce będzie oceniać rządowe Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, które pod uwagę weźmie takie czynniki jak np. prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO oraz jakie obowiązuje w danym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych, ochrony praw obywatelskich i praw człowieka.

Firmy, które na podstawie tych kryteriów zostaną uznane przez kolegium za dostawców wysokiego ryzyka, zostaną odcięte od kontraktów i wykluczone z polskiego rynku. To oznacza, że operatorzy telekomunikacyjni, którzy korzystają z ich usług bądź sprzętu, w ciągu kilku lat będą zmuszeni się ich pozbyć.

 Ta konstrukcja budzi poważne wątpliwości co do jej zgodności z prawem. Natomiast konsekwencje uznania tych przepisów za sprzeczne z prawem byłyby bardzo poważne. Oznaczałoby to bowiem, że ewentualny nakaz usunięcia sprzętu od tzw. dostawcy wysokiego ryzyka byłby pozbawiony podstaw. W praktyce – w przypadku wycofania tego sprzętu z sieci operatora i zastąpienia go innym oraz wobec braku możliwości i opłacalności przywrócenia stanu poprzedniego – otwierałoby to podstawy do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych od Skarbu Państwa – podkreśla prof. Maciej Rogalski.

Według ekspertów ujęty w noweli mechanizm wykluczania konkretnych firm na podstawie kryteriów narodowościowych uderzy głównie w chińskie koncerny technologiczne, przede wszystkim Huaweia, który jest jednym z głównych dostawców infrastruktury dla 5G. W tegorocznym raporcie („Prawne i ekonomiczne skutki ograniczenia konkurencji wśród dostawców sprzętu sieciowego 5G w Polsce”) analitycy Audytela i Dentons oszacowali, że skutkiem arbitralnej decyzji o wykluczeniu tego dostawcy z rynku i usunięcia jego sprzętu z sieci telekomunikacyjnych będą straty operatorów sięgające nawet 14,9 mld zł. Konieczność wycofania i rezygnacja ze sprzętu Huaweia będzie też oznaczać kolejne opóźnienia we wdrażaniu tej technologii 5G w Polsce.

Źródło: innowacje.newseria.pl

Szpitale przyszłości przestaną być przepełnione. Rozwój technologii i telemedycyny pozwoli skutecznie przenosić opiekę poza mury placówek medycznych

0

W najbliższych latach nowe technologie medyczne w dalszym ciągu będą się dynamicznie rozwijać. Szacuje się, że w 2025 roku sektor telemedycyny ma być wart 175,5 mld dol., a globalny rynek e-zdrowia powinien osiągnąć do tego czasu wartość 600 mld dol. – pokazał majowy raport 300RESEARCH „Cyfrowe zdrowie. Jak poprawić efektywność usług medycznych”. Eksperci są przekonani, że technologie takie jak sztuczna inteligencja, telemedycyna czy cyfrowe dane medyczne będą w coraz większym stopniu odciążać system ochrony zdrowia i przenosić opiekę poza mury placówek medycznych. Szpitale przyszłości nie będą przepełnione i zostaną w nich tylko najciężej chorzy pacjenci, a dla pozostałych, dzięki wykorzystaniu najnowszych rozwiązań technologicznych, opieka zdrowotna świadczona będzie w ich domach.

 Bardzo bym chciał, żeby hospitalizowani byli wyłącznie ci pacjenci, którzy wymagają najbardziej intensywnej opieki, natomiast żeby jak najwięcej opieki zdrowotnej mogło odbywać się na odległość, przy wykorzystaniu takich rozwiązań jak na przykład telemedycyna. Nowoczesne technologie, m.in. zdalny monitoring, mogą przyczynić się do tego, że szpitale zostaną odciążone, jeśli chodzi o liczbę przebywających w nich pacjentów. To jest niebagatelnie ważne dla systemu, bo każdy dzień pacjenta w szpitalu kosztuje i to duże pieniądze – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczepański, rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Przedstawiciele sektora medycznego są przekonani, że rutynowa opieka medyczna będzie w coraz większym stopniu przenosić się poza mury szpitala – głównie do domów pacjentów. Szacuje się, że już w tej chwili poza szpitalem czy placówką medyczną świadczonych jest ok. 15 proc. rutynowych zabiegów. W ciągu kolejnych trzech lat ten odsetek ma wzrosnąć do blisko 1/5 – wynika z polskiej edycji raportu „Future Health Index 2021”, przeprowadzonego na zlecenie firmy Philips.

– Musimy przestać koncentrować się na szpitalach jako elementach całego systemu, a przyjrzeć się lepiej samemu pacjentowi i zastanowić się, jak zorganizować opiekę zdrowotną świadczoną w jego najbliższym otoczeniu – w społeczności lokalnej, poprzez telezdrowie, poprzez ośrodki znajdujące się blisko niego. Nie powinniśmy już zastanawiać się wyłącznie nad szpitalem jutra, ale  całościowo nad opieką zdrowotną przyszłości – mówi Jan-Willem Scheijgrond, Global Governance & Public Affairs Officer w Philipsie. – Transformacja opieki zdrowotnej, której obecnie jesteśmy świadkami, zakłada przejście ze struktury skupionej na szpitalu na taką, w której centrum jest pacjent.

Eksperci oceniają, że dynamiczne zmiany w ochronie zdrowia, zapoczątkowane przez wybuch pandemii COVID-19, w ciągu najbliższej dekady będą jeszcze bardziej przybierać na sile. Przyczyni się do tego m.in. coraz większe upowszechnienie nowych technologii w medycynie. Jak pokazała poprzednia edycja badania „Future Health Index”, w Polsce jeszcze przed wybuchem pandemii z co najmniej jednego rozwiązania w obszarze cyfrowych technologii medycznych lub aplikacji monitorujących stan zdrowia korzystało 77 proc. przedstawicieli personelu medycznego, deklarując jednocześnie otwartość do wdrażania coraz nowszych innowacji technologicznych i podkreślając ich rolę w odciążaniu ich w codziennej pracy.

– Część zadań pozostanie bez zmian, bo jednak te najbardziej skomplikowane przypadki medyczne nie będą mogły odbywać się bez bezpośredniej interwencji człowieka. Jednak jeżeli będą dostępne nowoczesne algorytmy diagnostyczne, wówczas diagnozowanie i opieka medyczna staną się łatwiejsze i bardziej pomocne w pracy lekarza – mówi prof. Tomasz Szczepański. 

Z tegorocznego raportu „Technologia w służbie społeczeństwu. Czy Polacy zostaną społeczeństwem 5.0?” – opracowanego przez Fundację Digital Poland we współpracy z GfK Polonia oraz firmami Polpharma i Microsoft – wynika, że sami Polacy są dość optymistycznie nastawieni do nowych technologii i cyfryzacji w medycynie. 67 proc. deklaruje, że skorzystałoby ze specjalnych opasek monitorujących stan zdrowia i przesyłających informacje do lekarza, a 51 proc. jest skłonnych skorzystać z antybiotyków i leków na receptę dostępnych przez internet.

Pozytywne nastawienie do technologii i cyfryzacji podzielają także przedstawiciele sektora medycznego. 41 proc. z nich uważa, że aby być przygotowanym na przyszłość, ich szpital lub placówka będzie wymagać inwestycji w przyszłościowe technologie medyczne – pokazuje badanie „Future Health Index 2021”. Wynika z niego też, że 53 proc. liderów ochrony zdrowia w Polsce wskazuje telemedycynę jako kierunek, który będzie wart największych inwestycji w perspektywie nadchodzących trzech lat. 20 proc. zamierza w tym czasie inwestować w sztuczną inteligencję do wspierania decyzji klinicznych oraz integracji diagnostyki.

 Opieka zdrowotna jest bardzo złożona. Składa się na nią wiele różnych filarów: zarządzanie, funkcjonowanie ludzi w zespole, technologia, organizacja itd. I choć wszystkie te aspekty muszą być rozpatrywane całościowo, dziś już wiemy, że najważniejszym czynnikiem kształtującym zmiany i umożliwiającym transformację opieki zdrowotnej będzie cyfryzacja – podkreśla ekspert Philipsa.

Przyspieszenie zmian w tym zakresie z pewnością umożliwiła pandemia COVID-19. Wcześniej przez lata mówiło się o obiecujących technologiach w medycynie, ale ich rozwój hamowało konserwatywne podejście i obawa m.in. o wrażliwe dane. Wybuch pandemii sprawił, że te rozwiązania w końcu zaczęto wprowadzać na szeroką skalę, a telemedycyna stała się codziennością.

źródło: innowacje.newseria.pl